„Jeden Pokój” Wanda Półtawska. Film dokumentalny.



Ojciec Pio
Powiększ

Film realizowała bardzo skromna ekipa. Czynności, które z reguły wykonuje wiele osób, musiała wykonywać jedna lub dwie osoby. Ale mieliśmy do pomocy Ducha Świętego, który z niezwykłą radością i wielkim poczuciem humoru cały czas nam pomagał. W filmie możemy zobaczyć postać zakonnika, który przemieszcza się po pokoju Pani Wandy. Jest to zakonnik, którego spotkałem w Kościele Kapucynów. Zapamiętałem jego twarz, która skojarzyła mi się z o. Pio, dlatego zrodził się we mnie pomysł, aby ożywić na planie o. Pio poprzez zaproszenie tego zakonnika na zdjęcia. Poszedłem do klasztoru ojców kapucynów w Krakowie i na furcie zwyczajnie powiedziałem, że poszukuje o. Pio. Zakonnik popatrzył na mnie ze zdziwieniem, a ja wyjaśniłem mu, że widziałem kiedyś takiego zakonnika, jak sprawował Msze św. i był bardzo podobny do o. Pio. Młody furtian nie kojarzył tej osoby, ale miał katalog wszystkich zakonników zgromadzonych w Krakowie. Znalazłem zdjęcie tego zakonnika i zapytałem czy mogę z nim porozmawiać? Okazało się, że to był student, dlatego furtian poszedł zapytać o pozwolenie przeora. Przeor się zgodził, wpuszczono mnie do wnętrza klasztoru, poproszono tą młodą osobę i rzeczywiście podobieństwo było bardzo duże. Zakonnik uśmiechnął się i mówi: no to przyszło mi grać o. Pio, a ja mówię do niego: z drugiej strony nie jest tak źle, mógł ojciec dostać stygmatów. Rozbawieni byliśmy tym wszyscy. W środę do pokoju Pani Wandy przyszedł „o. Pio” na zdjęcia. Nikt nie orientował się, o co chodzi, bo ja nie informowałem nikogo, że przyjdzie taka osoba. Nagle przez korytarz przechodzi młody kapucyn, Pani Wanda, patrzy co się dzieje, a ja mówię, że chcemy zrobić nagranie i przyszedł „o. Pio”. Zakonnik wszedł do pokoju i zapytał, co ma robić? Poprosiłem, aby chodził po pokoju i przyglądał się wszystkim przedmiotom, które tam są. Młody kapucyn tak wczuł się w rolę, że wszystko wykonał idealnie, bez żadnych wskazówek. Po 20 minutach „o. Pio” wyszedł z pokoju i w korytarzu spotkaliśmy Panią Wandę. Pani Wanda podarowała zakonnikowi „Beskidzkie Rekolekcje” i powiedziała: ale uważaj, bo teraz ta książka jest napiętnowana, a ten młody zakonnik z takim uśmiechem mówi: a nie boję się, najwyżej zginę śmiercią męczeńską.

odsłon: 13161 » wyodrębnij
Cuda o. Pio

Opiekunami filmu są: o. Pio, Jan Paweł II oraz ks. Józef Sanak. W Limanowej jest taka mała figurka o. Pio, przy której bardzo często przyklękam i tak po przyjacielsku proszę o pomoc w takich konkretnych życiowych sprawach, zwłaszcza finansowych. I wiem, że o. Pio czasami pomnaża moje datki. Kiedy skończyłem pracę i wyszło tak, że nic nie zarobiłem, poszedłem do o. Pio i poprosiłem o pomoc. Wrzuciłem 2 zł. i on to dwa złote pomnożył w 20 tysięcy. Opowiedziałem tę historię u Pani Wandy, była obecna również Ania – córka Pani Wandy. Mówię, że mam o. Pio w Limanowej, który pomnaża razy 10 tysięcy Pani Wanda powiedziała wtedy: Aniu, daj 5 zł, leży na biurku, niech o. Pio pomnoży, będzie na film. Uklęknąłem przed o. Pio i mówię: o. Pio, to na film. Kiedy zapytano mnie o budżet w Centrum Myśli Jana Pawła II, nie miałem pojęcia, jaką kwotę powiedzieć. Przemodliłem to i przygotowałem budżet na 50 tysięcy. Został zaakceptowany od razu. Nawet dano mi do zrozumienia czy to wystarczy, czy to nie za mało? I tak o. Pio pomnożył to 5 zł.

odsłon: 10111 » wyodrębnij
Studnia

W moim odczuciu film „Jeden Pokój” jest kontynuacją „Beskidzkich Rekolekcji”. Zrozumiałem, że osoby, które słuchają słów Pani Wandy, powinny tych słów słuchać właśnie w Beskidach, na górskich szlakach. Z tymi plenerami związana jest bardzo ciekawa historia dotycząca Bartka i studni. Bartka znam od dawna. Z zawodu jest policjantem. Policjantem odznaczonym dwa razy przez Prezydenta za dzielność. Jest to człowiek, który bardzo dużo mówi i bardzo kolorowo. Czasami te jego ubarwienia nie idą w parze z rzeczywistością. Dla potrzeb filmu szukaliśmy studni. Wiedziałem, jak ta studnia ma wyglądać i starłem się Bartkowi to opisać. Bartek natomiast znajdywał wszystkie inne studnie, ale nie takie, jak mają być. Robił wokół tego niesamowity szum, tak niezwykły chaos, ale działał całym sercem. Któregoś dnia szliśmy ścieżką i on mi mówi, że razem ze swoim kolegą wybuduje studnię tutaj, bo tu mu się podoba. Nie wiedziałem, jak go powstrzymać i przekonać, żebyśmy jeszcze poszukali tej studni. Jednak cały czas wspierał nas Duch Święty. I Tomek, który pomagał nam przy filmie miał kolegę, u którego była taka studnia, jakiej szukaliśmy. Gdy pojechaliśmy zobaczyć tę studnię, okazało się, że jest idealna. Uśmiechnąłem się do Bartka i mówię: widzisz, a jednak dało się znaleźć. I nagle na tym górskim osiedlu pojawia się Maciek, który podchodzi do Bartka i mówi: znam Cię. Ty byłeś w telewizji i Ty uratowałeś tę dziewczynę (Bartek dostał za to odznaczenie). Bartek zdziwił się, bo to było dość dawno. Ale zaczęliśmy rozmowę z Maćkiem, który jak się potem okazało jest bardzo ciężko chory. Maciek jest jedną z osób w filmie, która słucha słów Pani Wandy. Pytamy Maćka, czy możemy fotografować tę studnię, a on mówi, że trzeba zapytać tutaj tych właścicieli, a oni są z Krakowa i przyjeżdżają tylko na weekendy. Kiedy przyjechaliśmy w sobotę, poszliśmy z Maćkiem zapytać o pozwolenie. Kobieta, która otworzyła nam drzwi, zgodziła się, ale zapytała po co to? Mówimy, że realizujemy film o Pani Wandzie Półtawskiej, a ona tak się uśmiechnęła i mówi: a ja wychowywałam się z córką Pani Wandy. Niesamowite działanie Ducha Świętego: spotykamy Maćka, znajdujemy naszą studnię, a właścicielem studni jest ktoś, kto wychowywał się w pokoju Pani Wandy. Potem pojawiają się w tym pięknym plenerze dwie małe dziewczynki Zuzia i Ania. Zuzia była do Pierwszej Komunii. W filmie jest pokazana w stroju pierwszokomunijnym symbolizującym czystość. Dla mnie obraz tej czystości i kobiecości jest taki wspaniały, gdyż zawsze odnajdywałem go u Pani Wandy. Nagle nie wiadomo skąd pojawiła się Ania - malutka Murzynka, która przyjeżdża do cioci. To zaskakujące i niezwykłe zestawienie dwóch kultur, narodowości jest wspaniałym symbolem ekumenizmu.

odsłon: 7919 » wyodrębnij
Pogoda na zamówienie
Powiększ

Pani Wanda tylko raz przyjechała w Beskidy, żeby ją zarejestrować na taśmie filmowej. Akurat tego dnia bez przerwy padał deszcz i nie było widoku na poprawę pogody. W pewnym momencie Pani Wanda powiedziała do Bartka: Idź powiedz Pawłowi, żeby już się przygotowywał. Przygotowałem cały sprzęt i nagle deszcz przestaje padać, otwiera się niebo i wychodzi słońce. Kiedy Pani Wanda, wychodziła z lasu słońce zaczęło ją oświetlać od tyłu. Wszystkim zaparło dech w piersiach. To był niesamowity widok. Można powiedzieć, że Pani Wanda ma pogodę na życzenie, zresztą zawsze, jak wyjeżdża do lasu, to ma słońce. Jest to niezwykłe, ale jestem tego świadkiem, że Pani Wanda ma jakiś „guzik”, który otwiera niebo. Potem już do końca dnia mieliśmy taką spokojną, cichą, słoneczną pogodę tak, że mogliśmy pracować dalej.

odsłon: 6860 » wyodrębnij
Realizacja filmu

Film był realizowany za pomocą czterech kamer. Wymyśliłem 6 lat temu system, któryby rejestrował obraz z wielu kamer jednocześnie. Wtedy było to jeszcze tylko w sferze marzeń, ponieważ sprzęt techniczny i urządzenia, które umożliwiłyby zbudowanie takiego systemu – były niezwykle drogie. Oczywiście jest to system znany w telewizji i w wozach transmisyjnych, jednak trzeba mieć na uwadze, że koszt wozu transmisyjnego wchodzi w dziesiątki milionów, a tu sprawa polegała na tym, żeby w skromnych warunkach uzyskać ten sam efekt, czyli możliwość obserwacji z 4 kamer. Dlaczego? Dlatego, żeby można było bardzo łatwo montować ten film. Gdy na planie pojawił się operator Romuald Lewandowski, zdziwił się i zapytał, po co tyle kamer? Nie wiedział jak je obsługiwać? Pani Wanda, gdy zobaczyła cały ten sprzęt, to zbladła z przerażenia, co to będzie? Wszyscy zadawali sobie pytanie, dlaczego nie można rejestrować na jednej kamerze? A jednak po trzech dniach okazało się, że ten system został zrobiony tylko i wyłącznie do tego projektu. Pokój, w którym był rejestrowany film, jest bardzo mały, tak na prawdę nie było miejsca nawet na jednego operatora, nie mówiąc już o większej liczbie osób. Dlatego ten system zabłysnął na tym planie. Myślę, że po to w ogóle powstał. Co ciekawe, historia tych kamer wiąże się ze starym wozem transmisyjnym z lat bodajże 80 - tych. Kiedyś w Krakowie w komisie zobaczyłem taką kamerę i pomyślałem sobie: „Boże, jaka ładna”. Zapytałem sprzedawcę, czy te kamery działają, a on odpowiedział, że one nigdy już nie będą działać, gdyż do tego potrzebny jest wóz transmisyjny, którego nie ma. Marzyłem, żeby te kamery jeszcze zadziałały. I tak po 2 latach wpadł mi do głowy pomysł, żeby włożyć tam elektronikę z kamer przemysłowych, które stosuje się w procesach technologicznych. Znalazłem w Stanach Zjednoczonych czytniki, które odpowiadały standardom telewizyjnym ówczesnych czasów w systemie PAL, teraz już mamy high definition. Sześć lat temu PAL było nieosiągalne, ponieważ większość ludzi miała kamerę cyfrową czy VHS. Sprowadziłem ze Stanów te czytniki, włożyłem w środek tych kamer i zrozumiałem wówczas, że idealnie do tych czytników nadają się stare obiektywy z kamer na taśmę filmową. Zestawienie tej starej technologii z tą nową technologią dało wspaniały efekt. Kamera, którą nazwaliśmy osiemdziesiątka, ma 8 mm obiektyw od starej kamery, którym rysuje niezwykle miękko bez zastosowania żadnych filtrów. Ustawiliśmy tę kamerę i ona tak rysowała, że nie było widać szczegółów zniszczonej twarzy bohaterki, co przy zastosowaniu kamery high definition byłoby niemożliwe. Zbyt dobra jakość rozpraszała by widza. Każda z tych kamer ma nazwę: czterdziestka, osiemdziesiątka, czarno-biała i dziewięćdziesiątka. Mógłby człowiek zadać sobie pytanie, po co było to wszystko robione? Dlaczego nie kupić kamer? Nie zainwestować w profesjonalny sprzęt? Nie dało się, gdyż na etapie produkcji nie było pieniędzy a wiadomo, że to już wchodzą setki tysięcy złotych. Zabrakło nam także finansów na zakup oryginalnego oprogramowania do całego systemu tj. 3,5 tys. dolarów, ale poprosiłem o wersję próbną i tak sobie policzyłem, żeby ta wersja próbna wystarczyła na cały okres zdjęć. Jednak się przeliczyłem i w ostatnim dniu planu, kiedy wchodzą aktorzy, nagle pojawia się komunikat, że oprogramowanie przestało działać. W tym momencie podeszła do mnie Pani Wanda Półtawska, pogłaskała mnie i pogratulowała, że to wszystko tak pięknie działa, a ja mówię: Pani Wando, właśnie przestało. Pani Wanda uśmiechnęła się i nie za bardzo zrozumiała, co do niej powiedziałem. Ale dzięki Bogu cały ten system zbudowany jest z dwóch alternatywnych komputerów. Jeden rejestruje bez przerwy z 4 kamer, a drugi rejestruje z jednej kamery, trzeba tylko ręcznie przełączać te kamery. Poprzepinałem kable, uruchomiłem ten starszy system i kamery rejestrowały najważniejsze detale. Dzisiaj muszę podziękować tym urządzeniom i jak gdyby swoim pragnieniom, że spełniły swoją rolę. Patrząc na ten sprzęt, mogę mu pogratulować, że te urządzenia sprawdziły się i zarejestrowały film „Jeden Pokój”. Teraz mogą iść na ostateczną emeryturę.

odsłon: 6694 » wyodrębnij
Przyjazd Romualda
Powiększ

Romuald początkowo miał przyjechać do mnie do Laskowej. Tak się złożyło, że miał być w nocy. Więc kieruję go przez telefon, mówię mu, żeby wpisał w nawigację: Laskowa przez Bochnię i tak czekam i czekam. A następnego dnia mieliśmy jechać o 6 rano na plan, jest godzina 24 a Romka nie ma. O pierwszej po północy Romek dzwoni i mówi, że jest. Więc wsiadłem w samochód i wyjechałem po niego do centrum. Dzwonię, pytam, gdzie dokładnie jest, a on mówi, że na przystanku koło szkoły. Przyjeżdżam na przystanek, a Romka nie ma. Dzwonię i mówię, żeby „mrugnął” światłami, Romek „mruga”, ale ja go nie widzę. Więc pytam, jak jechał, a Romek mi tłumaczy, że minął przejazd kolejowy i jest na przystanku koło szkoły. Nie pasowało mi to, bo w Laskowej nie ma przejazdu kolejowego, więc pytam Romka czy ma dookoła góry? A Romek mówi, że nie ma. Okazało się, że on był 80 km od tego miejsca. W nawigację wpisał Laskowa, ale jest jeszcze jakaś inna Laskowa w zupełnie innym miejscu.

odsłon: 6501 » wyodrębnij
Odejście
Powiększ

    Byłem na stażu w Łodzi u wybitnego reżysera Pana Grzegorza Królikiewicza. Jednak pod wpływem złych osób, odszedłem od niego. Konsekwencją tego odejścia było 8 lat tułaczki po Polsce i po świecie. Nie mogłem znaleźć sobie miejsca i przez te 8 lat pisałem listy, wiadomości elektroniczne, prosząc o wybaczenie. Jednak odpowiedzi nie było, a gdy dzwoniłem były tylko zdawkowe słowa, które  mówiły żebym przestał dzwonić. Był to dramatyczny czas zwłaszcza, że wiedziałem jak ta osoba wiele mi dała, jak wiele mnie nauczyła. Nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Trzy dni przed rozpoczęciem zdjęć przechodziłem przez rynek główny w Krakowie. W pewnym momencie dostrzegłem siedzącego w kawiarni Pana Grzegorza. Nie zastanawiając się wszedłem i powiedziałem: Dzień dobry Panie Grzegorzu, dobrze pan wygląda, on popatrzył i odpowiedział: Ty też Paweł. Zapytałem czy mogę usiąść i zaczęliśmy rozmawiać.  Powiedziałem mu pierwszy raz prosto w oczy, że bardzo przepraszam i on mi wybaczył. Po tylu latach wybaczył mi i znów otoczył mnie wielką dobrocią. Wszystko było tak jak dawniej, jak gdyby nic się nie zmieniło. To był wielki dar dla mnie móc spotkać Pana Grzegorza i tak szczerze z nim porozmawiać, a przede wszystkim przeprosić.

odsłon: 7223 » wyodrębnij
Praca na budowie
Powiększ

Tu można posłuchać wywiadu nagranego w Radiu Józef, który po trosze opisuje komplikacje związane z początkiem filmu. Gdy został skończony scenariusz, kiedy wchodziliśmy w okres przedprodukcyjny, zaczęliśmy poszukiwać pieniędzy i natrafialiśmy na same przeszkody. Nikt nie chciał nam pomóc, a potrzebne były choćby minimalne pieniądze na utrzymanie. Poproszono mnie, żebym na budowie zainstalował system 16 kamer. Były takie dni, kiedy padał deszcz, człowiek był zmęczony, a trzeba było jeszcze popracować ciężkimi maszynami, kilofem czy łopatą. Wielokrotnie trzeba było pracować na wysokościach, a ja nie miałem swoich drabin specjalistycznych, ponieważ to jest bardzo drogie. Na budowie mieli taki specjalny podnośnik i prosiłem robotników, czy mogliby mnie podnieść. Pomyślałem, że dam 2 butelki wódki tym operatorom i oni mi pomogą zamontować te kamery. Dałem im wódkę, ale ku mojemu zdziwieniu oni zaczęli pić to w trakcie, kiedy mnie podnosili. Nagle na wysokości 10 czy 12 metrów wózek zaczyna się chwiać. Zaczyna być bardzo niebezpiecznie. Oni jeżdżą jak wariaci, rozrzucają wszystkie narzędzia. Kiedy założyłem kamerę mówię, że już zjeżdżamy na dół, ale ten człowiek nie reaguje w ogóle. Patrzę a on wypadł z tej kabiny pijany. Nie był w stanie utrzymać się na własnych nogach. Jednak Pan Bóg cały czas czuwał nade mną, bo przecież wystarczyło tylko żeby ruszył joystikiem i po prostu by mnie zabił, albo zburzył cały ten budynek. Następnego dnia znów spytałem, czy mógłby mnie ktoś podnieść, ale nikt nie chciał pomóc. Dopiero kierownik budowy powiedział, że mi pomoże. Podniósł mnie i poszedł. A on jak gdzieś poszedł, to wracał po paru godzinach. Założyłem kamerki i siedzę godzinę, i czekam czy ktoś mnie opuści, ale nic. Byłem blisko rusztowania, więc przeskoczyłem na nie i zszedłem 10 metrów w dół. Wsiadłem do tego urządzenia, popatrzyłem jak to mniej więcej się obsługuje i ruszyłem. Przez jakiś czas jechałem pod kątem 30 stopni, gdyż nie mogłem znaleźć przycisków, które poziomują kabinę, ale jakoś zaparkowałem tę maszynę.
Pewnego dnia, kiedy tak stałem na budowie po kostki w błocie i wodzie, podszedł do mnie inwestor budowy i mówi: słuchaj Paweł przyszedł do Ciebie list. Był to list od Pani Wandy. Otwieram i czytam: Pani dr Wanda Półtawska ma zaszczyt zaprosić Pana na wręczenie doktoratu honoris causa KUL. Pomyślałem sobie wtedy, że Pan Bóg i Duch Święty mają niezłe poczucie humoru. Ja taki ubłocony, brudny, taki zwykły prosty człowiek i nagle zostaje zaproszony na wręczenie doktoratu. Było to dla mnie niezwykłe przeżycie.

odsłon: 6661 » wyodrębnij
Doktorat honoris causa
Powiększ

Kiedy przyjechałem na KUL, wszedłem na aulę i usiadłem w kącie. Chciałem się schować, żeby nikt mnie nie zauważył. Szczerze powiedziawszy to cały ten wykład przepłakałem, bo pomyślałem sobie: Boże, jaki ja jestem niegodny tego wszystkiego, żeby tu siedzieć i słuchać słów Pani Wandy, żeby być zaproszonym przez tak wybitną osobę. Gdy skończyła się ta uroczystość, pomyślałem sobie, że nie będę stał w kolejce do Pani Wandy i jej przeszkadzał. Wyszedłem na korytarz i usiadłem na chwilę na ławce. Nagle patrzę, a tym korytarzem idzie tłum ludzi. Wszyscy Ci ludzie, co byli na auli, idą w moją stronę, a na czele idzie Pani Wanda Półtawska. Myślę: Boże, co ja mam zrobić? Przecież nie będę uciekał. Wcisnąłem się w taką wnękę pomiędzy kaloryferem myśląc, że może jakoś ten tłum mnie minie i nikt mnie nie zauważy. I wtedy cały ten tłum zatrzymał się, Pani Wanda popatrzyła na mnie, wzięła mnie za rękę i powiedziała do mnie parę słów. To niesamowite przeżycie tego spotkania z Panią Wandą pozostanie w mej pamięci na zawsze.

odsłon: 6260 » wyodrębnij
Goście zaproszeni do „Pokoju”
Powiększ

Siedziałem kiedyś przy stole z Panią Wandą i z Panem Profesorem i Pani Wanda zaczęła wymieniać nazwiska osób, które będą zaproszone do „Pokoju” - Ernest Bryll, Adam Bachleda Curuś, miał być abp Michalik. Gdy to usłyszałem, w skrytości ducha mówiłem: Boże przecież to jest niemożliwe. Wiedziałem, że Pan Adam Bachleda Curuś jest zaprzyjaźniony z Panią Wandą Półtawską, ale nigdy nie pomyślałbym, że ta osoba pojawi się w moim filmie. Ufaliśmy Pani Wandzie, a ja w większości zgadzałem się na to co ona proponowała. Co bardzo śmieszne po skończonych zdjęciach z udziałem Pana Adama Bachledy Curusia, zapytałem Ani, która organizowała przyjazdy tych wszystkich ważnych gości, że może ja bym wrócił Panu Adamowi za przyjazd? Dałbym mu 300 zł. za fatygę. Ania tak popatrzyła na mnie, uśmiechnęła się i mówi: wiesz chyba nie będzie chciał, ale pójdę go zapytać. Oczywiście Pan Adam nie wziął pieniędzy. Jak się potem dowiedziałem, Pan Adam był na 68 miejscu najbogatszych Polaków z majątkiem szacowanym na 420 mln złotych. I tak sobie pomyślałem: Boże przecież on w ciągu 10 minut zarabia na cały budżet tego mojego filmu, a ja chciałem mu dawać jakieś marne grosze. Właśnie na planie można było zobaczyć ten ogromny kontrast ludzi bardzo biednych i bogatych. Ale najważniejsze jest to, że Pani Wanda wszystkich traktuje tak samo. Biedną studentkę i milionera, a jeżeli odczuwamy, że lepiej traktuje milionera, to tylko dlatego, że ona wie, że jemu będzie dużo trudniej wejść do Królestwa niebieskiego niż biednemu człowiekowi.

odsłon: 7038 » wyodrębnij
| 1 | 2 | Następna rekordów: 14, strona 1 z 2
Jeden Pokój
COPYRIGHT © 2017 Paweł Zasrzeżyński www.odnaleziony.pl